Ogień, woda, wino, czyli dwa miejsca do których wracam.

Są miejsca do których chce się wracać. Takie w których czujemy się po prostu dobrze. Tak wewnątrz siebie. Ja mam kilka takich miejsc. Dziś przedstawię Wam dwa.

RestoBar Ogień.

3 new photos by Agnieszka Godek / Google Photos

Kiedy łażę po górach, po moim ulubionym Beskidzie Wyspowym, nie jem w lokalnych miejscówkach. Próbowałam, ale nic fajnego się nie trafiło. To było przed Dymem. Teraz, jak schodzę z Mogielicy czy  innego Łopienia, jadę prosto do Szczyrzyca.  Ogień, to miejsce z duszą, bratnie. Takie gdzie naprawdę dobrze się czuję. Wielki piec na środku kuchni, drewniane stoły i ławy, aromat ogniska na którym zawsze coś się pichci. Każda wizyta to było wielkie szczęście. Do Ognia przyjeżdżają zaprzyjaźnieni kucharze. I tak miałam okazję spróbować kuchni Rafała Bernatowitza (kluseczki ze smardzami podbiły moje serce), właścicieli czyli Państwa Lorków (podpłomyk z Camlorkiem ♥) , Przemka Błaszczyka (domowe kluski z kurkami). Za każdy razem żal mi było wychodzić, obojętne czy byłam sama, z rodziną czy z przyjaciółmi. Genialny pomysł, zieloność wkoło, hamaki, lokalne produkty, fajni ludzie. Wpisywałam w GPS Koziarnię ( to ci sami właściciele) i trafiłam. Później już drogę znałam na pamięć. Będę wracać.

Sárospatak.

New photo by Agnieszka Godek / Google Photos

Jak co roku, od lat wielu, wyjechaliśmy na Węgry. Małe miasteczko, niedaleko od granicy i 35 km od Tokaju. To mój ulubiony region. Tokajski. Spowalniacz czasu. Zapyziałe miasteczka i wsie.

Ulice w tym miasteczku przypominają mi koniec lat osiemdziesiątych w Polsce. Wioski zagubione w pagórkach Zemplen zatrzymały się w XIX wieku raczej. Jest pięknie. Jeździmy tam na baseny i nie tylko.

Baseny są obowiązkowe kiedy masz autystycznego nastolatka, który pływa jak delfin. Végardó Fürdő może nie jest duże ale baseny zasilane są ciepłą wodą z głębi ziemi i nigdy nie chorowaliśmy po nich, co już uważam za sukces. Gastronomia na basenach jaka jest, każdy chyba wie. Pizza, burgery z mrożonki, frytki. Na pochwałę zasługuje okienko z langoszami, gdzie widać, jak chłopak robi je od a do z. Pyszne są. I tuczące jak nie wiem. Ale cóż, kiedy zaraz po zjedzeniu takiego możesz iść zrobić kilka długości basenu, to można 🙂

2 new photos by Agnieszka Godek / Google Photos

O restauracjach w Sárospatak nie napiszę bo nie ma o czym, według mnie i znajomych autochtonów.

Napiszę za to o winach 🙂 Uliczka koło naszego domku, prowadząca do basenów. Malutka piwniczka win, w zasadzie raczej dobudówka do domu, w ogródku, z kilkoma stolikami. Gospodarzami są Zsuzsanna i József Ocsenás. La Bor, bo tak się nazywa, kusi fajnym wyborem win z różnych rejonów Węgier. Oczywiście Tokajskie, Eger, Balaton, Villány, ale nie tylko. Możecie kupić tam też palinkę. Enologiem nie jestem, na winach znam się tylko odrobinę ale znalazłam tam ulubione smaki.  Naprawdę cudowni gospodarze mówią po angielsku. Warto Ich odwiedzić, bo to od Nich miałam informację o lokalnym malutkim targu. Targ odbywa się we środy od siódmej rano. Znalazłam tam przepyszne warzywa, pomidory, domowe wędliny (!), cudownie słodkie brzoskwinie i konfitury z brzoskwiń. Niektórzy ze starszych Węgrów mówili po polsku. To miłe 🙂 Z innym dogadywałam się za pomocą rąk, czyli międzynarodowo 😉

5 new photos by Agnieszka Godek / Google Photos

W Sárospatak warto odwiedzić zamek Rakoczego, renesansowy zabytek, jeden z najcenniejszych na Węgrzech.

New photo by Agnieszka Godek / Google Photos

Do Tokaju mamy stamtąd blisko, bo niecałe 40km, wzgórza Zemplén na wyciągnięcie ręki, Eger o 150 km, i mnóstwo innych, pięknych miejsc. Mój plan na takie wycieczki to brak GPS i gubienie się w maleńkich wioskach i miasteczkach. Naprawdę warto.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *